logo
MENU

menu menu menu menu menu menu
MOJE SZTUKI WALKI

menu menu menu menu
WYMAGANIA EGZAMINACYJNE

pajj_logo
KONTAKT

IKS Karate
88-100 Inowrocław
ul. Łokietka 6a

Piotr Witkowski
tel. 608 728 982
e-mail: iksk@op.pl
ZAGŁOSUJ NA STRONĘ !

Sztuki Walki
Sklep BOKKEN
Akcesoria do sztuk walki

SKLEP BOKKEN - akcesoria do sztuk walki

Poniżej przedstawiam moją drogę w karate, opisaną z okazji 25-lecia treningów - artykuł ten zamieściłem z okazji jubileuszu na stronie internetowej Inowrocławskiego Klubu Sportowego Karate w 2003 roku. Zadałem sobie wtedy następujące pytania:

karate"Czy ta okrągła rocznica zasługuje na refleksje ? Czy moje karate zasługuje na uwagę innych ? Co otrzymałem od karate i co przekazuję innym ? Na wstępie kilka słów o początkach - w latach siedemdziesiątych, zaraz po filmie "Wejście Smoka" nastała w Polsce niesamowita wręcz moda na karate. Będąc młodzieńcem pełnym energii, z dala od domu rodzinnego, rozpoczynałem życie na własny rachunek - podjąłem pracę i dalszą naukę a czas wolny postanowiłem poświęcić japońskiej sztuce karate. Był rok 1979. Dziś już nie pamiętam, kto był motorem tych decyzji, ale na pierwsze zajęcia poszedłem razem z kolegą. Była to sekcja kyokushin w Bytomiu senseia Jacka Czernickiego - zajęcia prowadzili jego asystenci. Moja pierwsza przygoda z karate trwała kilka miesięcy, zaliczyłem pierwsze egzaminy na stopnie kyu i ćwiczyłem do momentu przypadkowej kontuzji kolana. Treningi w tym czasie różniły się znacznie od dzisiejszych. W dużej mierze były to treningi wytrzymałościowe, nastawione na ciągłą próbę przetrwania adepta. Najsłabsi szybko odpadali. Oprócz treningu mięśni była to dobra szkoła charakteru. karate Następnym krótkim etapem mojego karate był kontakt z posiadaczem brązowego pasa w karate kyokushin Ryszardem Galusem. Podziwiałem jego treningi wysokich kopnięć i próbowałem mu dorównać. Po rozpoczęciu nauki w Wyższej Szkole Oficerskiej MSW w Szczytnie spotkałem się po raz pierwszy z instruktorami karate shotokan, co dało mi jeszcze inne spojrzenie na drogę karate. Wtedy odnalazłem zadowolenie w tym, co robiłem. Postanowiłem jeszcze bardziej rozwijać swoje zainteresowania sztukami walki. Uczestniczyłem w zajęciach treningowych karate, m.in. z włoskim trenerem Giuseppe Beghetto, który był częstym gościem szczecińskich klubów. Wkrótce też zgłosiłem się na kurs instruktorski, a w ostatnim roku szkoły organizowałem i prowadziłem już zajęcia, co dawało mi wiele satysfakcji. Prowadziłem nawet badania socjologiczne w swojej grupie , a ich wyniki posłużyły do mojej pierwszej pracy dyplomowej. W tym czasie miałem już 26 lat i właściwie na błyskotliwą karierę zawodnika było już za późno, ale przecież w karate nie jest celem wynik sportowy, a doskonalenie samego siebie, co powinno trwać przez całe życie. Wynik sportowy może być inspiracją na drodze karate, ale nie celem samym w sobie. Takie podejście do tego, co robię, pozwoliło mi wytrwać w przekonaniu, że można być dobrym trenerem nie będąc medalistą. Potwierdzeniem tej tezy były moje dalsze lata pracy nad sobą i pracy z młodzieżą. W trakcie studiów uczestniczyłem również w programowych zajęciach judo i technik interwencji, które zawierały najwięcej elementów z ju-jitsu, co poszerzało moje horyzonty o sztukach walki. karate W połowie lat dziewięćdziesiątych zetknąłem się również z Ko Budo, a zwłaszcza posługiwaniem się kijem, pałką i nunchaku. Po powrocie w rodzinne strony rozpocząłem działalność instruktorską i organizacyjną w powstającym Inowrocławskim Klubie Sportowym Karate. W 1988 roku zdobyłem swój pierwszy stopień mistrzowski w karate shotokan. Moi zawodnicy zaczęli odnosić pierwsze sukcesy na zawodach sportowych. Wychowałem również instruktorów, swoich następców, co dopełnia moją rolę w propagowaniu karate jako sportu i sztuki walki. Przez lata działalności w Klubie szukałem wielu kontaktów z wartościowymi trenerami, chciałem się uczyć i chciałem, aby uczyli się moi uczniowie. Oprócz motorycznych umiejętności staram się przekazać moim uczniom jak najwięcej ze starych, dobrych zasad karate. Sam najbardziej cenię sobie uczciwość i sprawiedliwość, co w dzisiejszych czasach nie zawsze jest doceniane. Choć ja sam nigdy nie miałem własnego trenera, który kontrolowałby systematycznie moje postępy, to dzięki uporowi osiągnąłem i tak wiele. Zdając kolejne egzaminy na stopnie mistrzowskie podnosiłem swoją kondycję i umiejętności techniczne. Największy wpływ na moje karate mieli wspaniali mistrzowie a zarazem moi koledzy: Janusz Knapczyk, Ryszard Król, Zbyszek Wojtkowiak, a w ostatnich latach Rudolf Heijne z Holandii. Chciałbym złożyć im wyrazy podziękowania za to, że obdarzyli mnie zaufaniem i cierpliwością. Myślę, że moje działania nie przynoszą im wstydu. karate Od czasów Szczytna przetrwała też cenna, koleżeńska przyjaźń z mistrzem jujitsu i karate Michałem Godniczem, który organizuje ruch dalekowschodnich sportów walki w Słupsku. Od wielu lat ze swoimi zawodnikami spotykamy się podczas Gali Sportów Walki w tym mieście. Kończąc tą krótką jubileuszową refleksję źle byłoby zapomnieć, że były chwile w moim życiu, w których bez wyuczonych umiejętności karate wyjście z opresji byłoby cudem, a więc powiedzieć należy - warto było się trudzić. Myślę również, że trafne są słowa "Prawdziwe karate zaczyna się po czterdziestce" - słowa człowieka w średnim wieku są bardziej wartościowe, poparte praktyką i zrozumieniem tego, co na początku było odległe. Wracając do pytań zawartych na wstępie artykułu myślę, że częściowo już odpowiedziałem a częściowo odpowiedzą sobie sami czytelnicy - zwłaszcza ci, którzy mnie znają i ci, którzy o sztuki walki przynajmniej się "otarli". Dwadzieścia pięć lat poświęcone na zainteresowania sztukami walki to kawałek czasu i jeszcze jedna okazja, aby zwrócić uwagę innym, że karate da się lubić. Niech ten krótki artykuł będzie wyrazem mojego jubileuszowego świętowania."

karate Od Jubileuszu minęły kolejne lata i jestem bogatszy o kilka nowych doświadczeń, poznałem również nowych mistrzów. W tym czasie utrwalała się także cenna współpraca z mistrzami zza miedzy - zwłaszcza z klubów toruńskich i Łabiszyna. Doznałem sporo osobistych satysfakcji - nic tak nie cieszy jak sukcesy najbliższych. Jestem dumny, że moi synowie Emil Witkowski i Michał Żuchelkowski poszli również drogą sztuk walki. Obaj w 2006 roku zdali egzaminy mistrzowskie w karate shotokan a realizując się sportowo osiągają niezłe wyniki na zawodach krajowych i zagranicznych. Jak widać po dzieciach - od początku mojej przygody ze sztukami walki minął szmat czasu a pomimo tego myślę, że w zgłębianiu sztuk walki jestem dopiero w połowie drogi.

karate